Utknęłam w domu. Ale nie dlatego, że mnie ktoś zatrzasnął, wręcz przeciwnie. Moje drzwi uznały, że mam się nigdzie nie ruszać. One się nie zamkną i już. Tak więc siedzę, zamiast grzecznie w szkole na zajęciach, to w domu. I się denerwuję. Jestem już w tym wieku, że opuszczenie dnia w szkole wcale mnie nie cieszy. Tym bardziej, że wczorajszy wieczór spędziłam nad książkami.
Przymusowe wolne.
Cóż zrobić? Pozostaje mi czekać, na szanownych panów naprawiających nieposłuszne zamki. I cieszyć się, że stało się to dzisiaj, a nie w piątek, kiedy to będziemy spieszyć się na samolot do Pekinu...
Naleśniki pomarańczowe. Na pocieszenie.
100g mąki
250 ml mleka
3 jajka
80 g cukru
65g masła
oliwa
pomarańcza
cytryna
4 łyżki rumu
Robimy ciasto na naleśniki z mąki, jajek, mleka, 30 g cukru i 25g masła. Na patelni rozgrzewamy olej i smażymy naleśniki. (powinno wyjść ok. 10 sztuk).
Pomarańczę i cytrynę przelewamy wrzątkiem. Ścieramy skórkę. Filetujemy pomarańczę, czyli po obraniu i odkrojeniu końców pomarańczy, wycinamy cienkie plasterki miąższu, bez białej błonki.
Resztę cukru i masła podgrzewamy na małym ogniu na patelni, aż całość lekko zbrązowieje. Dodajemy rum i 2 łyżki soku z cytryny, a także filety z pomarańczy i część z otartej skórki. Mieszając podgrzewamy tak długo, aż cukier całkowicie się rozpuści.
Naleśniki składamy na 4 części i zalewamy sosem pomarańczowym. Posypujemy pozostałą skórką.



















