30 marca 2010

Cytrynowe powroty


Wróciłam. Po tygodniowej nieobecności.
To był intensywny pobyt w Polsce. Bieganie i załatwianie spraw. Spotkania z przyjaciółmi i rodziną-całkiem zresztą przyjemne. Nie da się niestety zrobić wszystkiego w tak krótkim czasie. Zawsze na coś go braknie, gdyż kolejne godziny mijają nieubłaganie. Dlatego niebawem, mam nadzieję, uda nam się pobyć w Polsce dłużej. Koniecznie z Niedźwiedziem, bo bez niego jakoś tak smutno.

Tym razem miałam przywieźć ze sobą towarzystwo. Niestety, złośliwość rzeczy martwych, czyli po prostu na amen zepsute auto pokrzyżowało moim towarzyszom plany urlopowe i musieli zostać w domu. Mam jednak nadzieję, przyjadą niebawem :)

Na pocieszenie więc, przywiozłam ze sobą cytrynowe muffinki. Podzielę się z Wami. Później intensywnie zabieram się za szykowanie Wielkanocy. Przepisy wybrane. Ozdoby kupione. Czas przystąpić do dzieła. Nawet zdecydowałam się na posadzenie rzeżuchy. Co wyrośnie? Nie wiem. Ale warto spróbować :)

A tymczasem muffinki.


na 12 sztuk:

duża cytryna
150 g masła
150 g cukru
50 g miodu
100 g płatków migdałowych
150 g zmielonych migdałów
100 g mąki
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 jajka
200 g śmietany (bądź jogurtu naturalnego)


Cytrynę spażamy, ścieramy z niej skórkę, a sok wyciskamy. 50 g masła, 50 g cukru oraz miód przekładamy do małego rondla i gotujemy na malym ogniu ok. 1 min. Zdejmujemy z kuchenki. Dosypujemy płatki migdałowe oraz połowę soku z cytryny ze starta skórką. Dokładnie mieszamy.
W misce łączymy ze sobą pozostałe nam masło, mąkę, zmielone migdały oraz proszek do pieczenia. Dodajemy jajka ze śmietaną, resztką cukru, soku z cytryny i skórką.
Foremki napełniamy powstałym ciastem i polewamy masą miodowo-migdałową. Pieczemy 20-25 minut w piekarniku nagrzanym do temp. 180°.

Smacznego!

22 marca 2010

Mini pizza


Kto nie lubi pizzy?
Myślę, że mało jest takich osób.
Ja na pewno zaliczam się do gronach tych, którzy pizzę uwielbiają. 
Może faktycznie, takie z pizzerii nie są najzdrowsze i nie zawsze nam smakują, ale...
...przygotowana własnoręcznie, z osobiście wybranymi składnikami, własną kompozycją, w rozmiarze, jaki nam najbardziej odpowiada... Warto się zastanowić, czy się nie pokusić :) Kilka chwil i ciasto gotowe, a później wyciągamy z piekarnika owe małe cudeńka, które w sam raz nadają się na weekendowy wieczór, czy spotkanie ze znajomymi.


Przygotowujemy ciasto z:

160 g wody
2 łyżki oliwy z oliwek
30 g drożdży
300 g mąki
pół łyżeczki soli

ciasto dokładnie wyrabiamy i formujemy placki o dowolnej wielkości


My zrobiliśmy dwa rodzaje pizzy.

1. pizza z oliwkami:
masło ziołowe (które użyliśmy, jako pierwszą warstwę, zamiast sosu)
zielone i czarne oliwki naturalne
świeży tymianek

2. pizza z pieczarkami:
masło ziołowe
pieczarki
cebula

pieczarki drobno kroimy i podsmażamy na patelni wraz z posiekaną cebulą

Pizze pieczemy w temperaturze 250° przez ok. 20 minut.

Świetna zamiast bagietki, czy innego pieczywa.
Do deski serów.
Czy sałatki.
To tylko dwa z wariantów.
Liczę na Waszą inwencję twórczą :)
Dla każdego coś dobrego! I ulubionego.

Mniam!

18 marca 2010

Nareszcie! I mus czekoladowy.


Wstaję rano i co widzę?
Za oknem słonko, ani śladu śniegu.
Wychodzę na zewnątrz i co czuję?
Ciepło i zapach wiosny.

Doczekałam się! Wiosna do nas wróciła!

Po raz drugi w tym roku obudziłam się ze snu zimowego.
Zachciało się żyć.
Dostałam nowej energii.

Wsadziłam więc wiosenne kwiatki do doniczki, założyłam moje upragnione trampki i krzątałam się po tarasie łapiąc promienie i ciesząc się jak dziecko.

Wiosno!
Witam Cię musem czekoladowym!
Obiecaj, że już sobie ode mnie nie pójdziesz!


Może, jak zrobicie taki mus, wiosna też do Was przyjdzie? :)
A robi się go tak (przepis na 6 porcji):

100 g gorzkiej czekolady
30 g białej czekolady
300 g słodkiej śmietany 30%
2 jajka

Czekolady topimy w kąpieli wodnej. Ubijamy białka ze szczyptą soli. Oddzielnie ubijamy śmietanę. Rozbełtane żółtka łączymy z rozpuszczoną czekoladą, następnie ostrożnie dodajemy białka. Dokładnie mieszamy. Całość przekładamy do miski z ubitą śmietaną i bardzo delikatnie łączymy wszystkie składniki. Mus chłodzimy w lodówce.
I gotowe! :)

Smacznego!

17 marca 2010

Gram w zielone



Skoro postanowiłam wziąć udział w zabawie, nie pozostało mi nic innego, jak gotować na zielono. Choć 'zieloność' na talerzu obca nam nie jest, trudno było znaleźć coś, czym chciałabym się z Wami podzielić. Wypróbowałam więc szpinakowe knedle, które dawno już miałam w swoich przepisach, ale jakoś wcześniej ich nie wypróbowałam. To mój debiut, jak się okazało bardzo smaczny i te knedle będą na pewno częściej gościły na naszym talerzu.


300 g szpinaku
400 g grzanek z chleba
jajko
100 g mąki
100 ml mleka
masło
cebula
ząbek czosnku
żółty ser
sól, pieprz

Szpinak, cebulę i czosnek siekamy. Podsmażamy na patelni, odstawiamy do ostygnięcia. Grzanki mieszamy z mlekiem, jajkiem, szpinakiem, solą i pieprzem. W zależności od konsystencji dodajemy mąkę. Wilgotnymi dłońmi formujemy knedle i wrzucamy do osolonego wrzątku. Gotujemy do wypłynięcia. 
Podajemy ze stopionym masłem i startym żółtym serem.

Smacznego!

16 marca 2010

Przedstawiam Państwu pitaję.


Pitaja.
Smoczy owoc.


Pitaja przyciągnęła mnie w sklepie swoim uroczym kolorem. Dlatego kupiłam i musiałam spróbować. Wcześniej nigdy się z tym CZYMŚ nie spotkałam.

Jak się dowiedziałam, to po prostu tropikalny owoc kaktusa, kwitnący w nocy. Uprawiany jest m.in. w południowych Chinach, Kolumbii, ale także na Filipinach, Tajwanie, czy w Wietnamie.
Okazało się, że pitaja jest dość smaczna. Może nie powaliła mnie na kolana, ale pewnie jeszcze nie raz się o nią pokuszę. Po przekrojeniu jej, w środku znajdujemy jadalny, biały miąższ z jadalnymi, małymi, czarnymi pestkami. W konsystencji podobny do kiwi. Miąższ pitaji można jeść łyżeczką, bądź obrać ze skórki i kroić na plasterki. Jest bardzo soczysty, choć właściwie bez smaku. Może odrobinę przypominającym melona.


Pitaja jest niskokaloryczna, zawiera w sobie dużo wody, oraz jest bogata w witaminę B, C i E, a także w wapń i fosfor.
Można ją jeść na surowo, bądź jako dodatek do sałatek czy deserów.


Jeśli spotkacie w sklepie, warto spróbować!

13 marca 2010

Frytki. Nietypowe.



Przepis zaczerpnięty od jednego z Niedźwiedzich ulubieńców - Jamiego Olivera. Coś pomiędzy pieczonymi ziemniakami, a frytkami. Odkąd je wypróbowaliśmy na naszym stole nie pojawiły się tradycyjne french fries.

Przepis banalny.

Ziemniaki obieramy (gdy skórka jest ładna wystarczy wyszorować). Kroimy je na grube słupki. Wrzucamy do wrzątku i gotujemy ok. 3 minuty. Po odcedzeniu ziemniaki obtaczamy w oliwie i mieszamy z ząbkami nieobranego czosnku. Przekładamy na blachę do pieczenia i posypujemy świeżo zmielonym pieprzem. Pieczemy ok. 20 minut w temperaturze 180°.

Polecam również dobrać się do czosnku, o którym pisałam już kiedyś.

Smacznego!

10 marca 2010

Trochę inne muffinki.


Muffinki z ciasta francuskiego? Jak się okazuje, ciasto francuskie można jeść na wszelkie możliwe sposoby.


na 12 sztuk:

opakowanie ciasta francuskiego
250 g rodzynek
2 opakowania cukru waniliowego
100 g cukru
200 g gęstej śmietany
100 ml mleka
2 jajka

masło do wysmarowania formy


Ciasto francuskie kroimy na 12 równych kwadratowych części i wypełniamy nim wysmarowaną masłem formę do muffinek. Ciasto układamy tak, by z każdej foremki wystawały 4 rogi.  Rodzynki mieszamy z cukrem waniliowym i wypełniamy nimi ciasto. Cukier, śmietanę, jajka oraz mleko miksujemy. Powstałą płynną masą zalewamy rodzynki. Wszystko odstawiamy na ok. 15 minut. Piekarnik nagrzewamy do 180°. Pieczemy muffinki na środkowym poziomie piekarnika przez 15-20 minut. Następnie wyjmujemy i lekko studzimy. Najlepsze do jedzenia lekko ciepłe, ale na zimo również smaczne.

Enjoy!

8 marca 2010

Dzień Kobiet, świętujmy więc!


Składam Wam, kochane Kobietki najlepsze życzenia. Przede wszystkim uśmiechu i radości z życia. Zachwytu z każdego dnia, z każdego promyka słońca, z każdej chmurki. Życzę miłości. Ramienia, które będzie dla Was schronieniem przed smutkiem. 
Dziś, przemiłego dnia i słodkiego lenistwa. Zróbmy coś dla siebie! Dajmy się porozpieszczać!
I pamiętajmy, że świat bez kobiet nie miałby sensu!
Dla Was ode mnie mały muzyczny prezent.


"Gdy kobieta przestaje przypominać dziecko, przestaje być kobietą." 
Karol Bunsch

6 marca 2010

Pyszna sobota. Obiad i deser.


Ambitne plany o weekendzie spędzonym na spacerach po mieście i słonecznych zdjęciach legły w gruzach, kiedy to po otworzeniu rolet okazało się, iż mój płaszczyk i różowe trampki muszę zamienić na kurtkę zimową i kozaki. Zima widać się za nami bardzo stęskniła... A może za bardzo cieszyłam się z wiosny i zrobiła mi psikusa? 
My w każdym razie, nie tacy bardzo załamani zaistniałym stanem rzeczy postanowiliśmy ten weekend spędzić w kuchni. A właściwie Niedźwiedź, bo dorwał się wreszcie do garów, po całym tygodniu mojego rządzenia w kwestiach jedzeniowych :) Ja z kolei dziś robiłam za fotografa. Ach i sprzątanie pewnie będzie należało do mnie... Póki co, odsuwam tę myśl i dzielę się z Wami dzisiejszymi pysznościami.

Na obiad sos do makaronu quattro fromaggi.

 
200 g makaronu tagliatelle
1 cebula
po 30 g serów: mozzarella, brie, gouda i gorgonzola
50 ml słodkiej śmietany
15 szt, pomidorków koktajlowych
kilka listków bazylii
2 łyżki masła
sól, pieprz

Cebulę siekamy i szklimy na łyżce masła, następnie dodajemy grubo pokrojone sery i topimy na małym ogniu cały czas mieszając. Dodajemy śmietankę, całość doprowadzamy do zagotowania. I gotujemy do uzyskania konsystencji sosu. Przyprawiamy do smaku. W tym samym czasie, na drugiej patelni na łyżce masła podsmażamy liście bazylii i przekrojone na połówki pomidorki koktajlowe, tak by były ciepłe, a nie rozpadły się. Makaron ugotowany al dente polewamy sosem i posypujemy pomidorkami z bazylią. 

 
 


Na deser dziś u nas ciasto pomarańczowo-marchewkowe. Przepis z książki Moniki Mrozowskiej-Szaciłło pt. "Przemytnicy marchewki, groszku i soczewicy." Super!


1 szklanka grubo startej marchwi
3 pomarańcze o cienkiej skórce
1 czubata łyżka startego imbiru
1 szklanka cukru trzcinowego
2 szklanki mąki
2,5 łyżeczki sody oczyszczonej
0,5 szklanki mleka
0,5 szklanki migdałów
1/3 kostki masła
szczypta soli
opakowanie cukru waniliowego

bułka tarta i masło do wysmarowania formy


Parzymy pomarańcze, wyciągamy pestki, następnie wraz ze skórką miksujemy w blenderze na jednolitą masę. Przelewamy do garnka i wraz z masłem i cukrem dusimy ok. 15 minut. Dodajemy startą marchew i całość dusimy kolejne 10 minut. Po przestudzeniu dodajemy mąkę, sodę, cukier waniliowy, sól, mleko i migdały. Jeśli używamy całych, należy je wcześniej obrać i poszatkować. My wsypaliśmy płatki migdałowe. Ciasto przekładamy do formy, pieczemy ok. 40 minut w 180°, aż ciasto stanie się rumiane.


Pyszna ta nasza sobota... :)

5 marca 2010

Na pomarańczowo


Marchew, dostępna cały rok, choć myślę, że trochę przez nas zapomniana. Co prawda najlepsza i najzdrowsza latem, ale warto jeść ją cały rok. Ma masę wartości odżywczych, wzmacnia naszą odporność, poprawia wzrok, a zawarty w niej karoten poprawia koloryt skóry. Najzdrowsza na surowo. Jako przekąska zamiast innych słodkości czy słoności znajdujących się na stole. Sok ze świeżo wyciśniętej marchewki? Samo zdrowie!

Ja dziś polecam kotlety marchewkowe. Złote, słoneczne, wiosenne. Liczę na to, że Wam również się spodobają i zasmakują.


4 duże marchewki
15 dag ryżu
3 żółtka
2 łyżki bułki tartej
oliwa
sól, pieprz

Ryż gotujemy w osolonym wrzątku. Marchewki gotujemy tak, by były lekko twarde, po ostudzeniu ścieramy je na tarce o grubych oczkach. Ryż mieszamy ze startą marchewką dodajemy bułkę tartą, żółtka  i przyprawiamy. Z masy formujemy kotlety i smażymy na oliwie na złoty kolor.

Mniam!

2 marca 2010

Banan. Orzech. Czekolada. Ciasteczka.


Z nową energią i pełna chęci. Po wyjeździe gości - stęskniona za kuchnią. Wracam do garów. Działać trzeba. Póki czas pozwala. Nie ma się co ociągać.
Zaczynam od słodkości.
Ciasteczka bananowe. Znalezione gdzieś w stercie przepisów. Zjedzone w mig. Przygotowanie? Jak zwykle u mnie. Łatwo i szybko. I oczywiście smacznie.
Polecam.


Na ok. 15 sztuk potrzebujemy:

pół dojrzałego banana
75 g masła o temp. pokojowej
75 g brązowego cukru
pół torebki cukru waniliowego
1 jajko
100 g mąki
szczypta sody
szczypta soli
100 g grubo posiekanej czekolady (gorzkiej bądź mlecznej)
30 g posiekanych orzechów włoskich

Banana rozgniatamy widelcem. Masło ucieramy w misce na puszystą masę. Nie przerywając ucierania wsypujemy cukier i cukier waniliowy. Do masy dodajemy jajko oraz banana. Mąkę przesiewamy przez sitko, następnie dosypujemy do niej sodę i sól. Powoli dodajemy do masy maślanej. Na koniec dorzucamy orzechy i czekoladę. Dokładnie mieszamy.
Blachę wykładamy papierem do pieczenia. Z ciasta formujemy kulki i nakładamy na blachę w dość sporych odstępach (ciastka pod wpływem temperatury "rozpływają" się). Pieczemy ok. 15 minut w temperaturze 180°, na średnim poziomie piekarnika.
Po wyjęciu z piekarnika ciastka dokładnie studzimy.

Smacznego!

1 marca 2010

Zwiedzamy.


U nas wiosny ciąg dalszy. Co mnie, oczywiście bardzo cieszy :)


A dla Was skrawek tego, co podziwialiśmy przez ostatni tydzień.
Okolice nam doskonale znane, ale zawsze miło zabrać naszych miłych gości w te urocze miejsca. Gdyby nie oni, pewnie pojechalibyśmy raz i mając odhaczone na mapie nie zaglądalibyśmy częściej. A tak, jest okazja podziwiać nasze cudne okolice.

 

 

 

  

 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...